Potulice, dn. 16.06.07
Właśnie wróciłem od telefonu. Temat, jaki podjąłem wraz z Panią, jest mi zrozumiały i tak jak mówiłem, jest to oznaką żalu, lecz jestem odpowiedzialny za moje życie, robiąc wszystko, by odrodzić się jako człowiek, a nie jako zwierze w niższej egzystencji. Powiedziała Pani, że człowiek chory nie potrafi współczuć. Myślę, że w moim przypadku choroba pokazała mi, jakie wszystko jest nietrwałe, jak zmienia się, co również zobaczyłem głębiej przez praktykowanie Zen. Myślę, że wspaniałym przykładem miłości i współczucia jest moja babcia, wszystko to, co ta kobieta wycierpiała przeze mnie, a co nie było w stanie zmienić jej miłości i współczucia dla mnie – wierzy we mnie mimo wszystko i to jest piękne i godne podziwu. Tu, gdzie jestem, jest bardzo ciężko być dla kogoś dobrym, współczującym, ponieważ jest to uważane za przejaw słabości i jest wykorzystywane przeciwko mnie. Dlatego ja jestem postrzegany jako odludek, przeczytałem o pytaniu „czym jesteś?” – nie wiem – zacząłem drążyć ten temat. A początku było dużo odpowiedzi, lecz wszystko było z głowy, teraz, po głębszym wejrzeniu: forma ginie, pozostaje pustka i zadajmy pytanie – kto zadaje pytania? Kim jest ten, kto zadaje pytanie? Czym jest ta nasza pierwotna natura – nie jaźń? Z innej perspektywy patrząc, to nie ma nic, wszystko jest złudzeniem stworzonym przez umysł, niebo jest niebieskie, drzewo zielone, lecz kto powiedział „niebo jest niebieskie”? Przecież nie niebo, nie drzewo – to jest kolejne złudzenie stworzone przez umysł. Aby się tego pozbyć, należy wszystko puścić, być jak małe dziecko nim nauczą je przyklejać etykietki, gdy ktoś zapyta, to nawet samo otworzenie ust, czyli odpowiedź, jest złe, błędne, ponieważ Absolutu nie da rady opisać, nazwać, tego trzeba doświadczyć. Nie ma pustki, nie ma formy, wszystko jest jednym, ja, Pani – jesteśmy jednym, wszystko jest takie-jak-to-jest – prawdą. Myślę, że trzeba pozbyć się naszego „ja”, by osiągnąć pusty umysł. Jest umysł i pustka – bez związania jednego z drugim, wtedy nie ma podmiotu i przedmiotu, rozróżnienia „lepszy – gorszy”, nie ma wewnątrz i na zewnątrz, jesteś wszechświatem, jest to punkt, w którym wszystko staje się jednym, mówiąc "niebo" - to może dziwnie zabrzmi, ale - jesteś niebem, bez "niebieskie", mówiąc "sól", „cukier”, jesteś tym solą, cukrem, mówiąc Mu, jesteś tym Mu, czujesz je w całym ciele, jesteś „ja”, jesteś Bogiem - fakt, że łatwiej jest pisać o tym niż tego doświadczyć, lecz uważna praktyka do tego nas prowadzi, iż pęka skorupa naszego „ego”, naszych fantazji, po prostu w pewnym momencie nie ma nic, po prostu pusty umysł i wszechświat są jednym. To wydaje mi się istotą Buddyzmu i praktyki Zen – narzędzi, których powinni używać wszyscy ludzie, żeby się przebudzić.
Wracając do współczucia, do dobroci: jeśli nie potrafisz pomóc, to nie szkodź – i tak ja postępuję, nie szkodzę. Jest wiele rzeczy, które widzę i które mnie poruszają, lecz aby pomóc innym, muszę odnaleźć w sobie pierwotną naturę, jak ja to mówię, czystą twarz bez „masek”; znalazłem część, więc uwierzyłem, bo to czuję – teraz idę dalej bez „maski”. Każda chwila mojego siedzenia utwierdza mnie w przekonaniu, iż mówiąc "nie wiem", oczyszczam swój umysł ze śmieci, a tym samym dostrzegam prawdę, która była cały czas we mnie. Czekam na chwilę, kiedy to zamiast "nie wiem" uniosę tylko palec, tym samym udzielając odpowiedzi.
Doszedłem do wniosku, iż mój zasób wiedzy intelektualnej nie idzie w parze z praktyką, muszę jeszcze mocniej naciskać i mieć głębszy wgląd, tym samym dążyć do Oświecenia! Jak wspaniale dostrzec księżyc…
Gassho,
Sebastian Z.