początek maja 2010
Będąc na wolności, kilka lat przed pójściem do zakładu karnego, robiłem różne złe rzeczy,
skutkiem czego tutaj się znalazłem. Z początku nawet i to miejsce niewiele dało mi do myślenia.
Byłem zły na wszystko i na wszystkich, denerwowały mnie nawet najdrobniejsze rzeczy.
Zanim uświadomiłem sobie, co robię i jak to się może dla mnie zakończyć, minęło sporo czasu.
Patrząc na swoje życie i osób tutaj się znajdujących, zacząłem skrupulatnie zastanawiać się nad sensem życia, które jest przepełnione wszelkim złem i cierpieniem. Odpowiedzi na me pytania były jednoznaczne, to my je powodujemy. Przypadkiem zetknąłem się z buddyzmem , który mnie
zainteresował. Skontaktowałem się z p. Magdą, mniszką buddyjską , która wysłała mi książki.
W jednej z nich zainspirowały mnie słowa Buddy: „żadna religia nie jest ważniejsza niż ludzkie szczęście”. Po dalszym zgłębianiu uświadomiłem sobie, że jest właściwą drogą, dać opór
i przezwyciężyć to wszystko złe, co może mnie spotkać. Zacząłem pracować nad koncentracją.
Każdego dnia o poranku poświęcam kilkadziesiąt minut na siedzenie. Czuję się lepiej, jestem
bardziej skupiony i uważny. Zacząłem stosować się do rad zawartych w książkach dotyczących emocji. Widzę w tym wszystkim dobro, które prowadzi człowieka ku wiecznemu szczęściu.
Będę starał się jak najlepiej wykorzystać, to czego się nauczę z nauk buddyzmu. Tak żeby zaowocowało to nie tylko dla mnie, ale i dla innych.