Wsparcie
  • Filmy DVD o tematyce buddyjskiej
  • Słowniki i programy do nauki języka angielskiego do odtwarzacza CD
  • Książki buddyjskie
  • Znaczki pocztowe (każda ilość)
  • Karty telefoniczne (każda ilość)

Dane do przelewu:
NRB: 38 1060 0076 0000 3200 0138 3338
Tytuł: Darowizna na cele statutowe Stowarzyszenia
Stowarzyszenie 'Przebudzeni'
ul. Jelenia 38/29
54-242 Wrocław

Więcej informacji w sekcji:
Jak można pomóc?

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego uprawnioną do otrzymywania 1% podatku dochodowego w roku 2010.

Dane do formularza PIT:
Stowarzyszenie 'Przebudzeni'
KRS: 0000332605

Co jest w mojej głowie?


Mam wielkie pragnienie, żeby spotkać kobietę, którą pokocham, swoją drugą połówkę, jest we mnie mnóstwo miłości i chcę się z tym podzielić z kimś, ale to musi być ktoś, kto to odwzajemni.
Tęsknię za przytuleniem takiej osoby i żebyśmy mieli dzieci. Mam 28 lat, ale tak naprawdę nie miałem takiej prawdziwej miłości, a pragnę tego najbardziej na świecie.
Na wolności czasem popadałem w lekkie urojenia np.: budziłem się rano i wszystko mi bardzo dobrze wychodziło, czułem się jak w piosence „wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” i mówiłem sobie, że to dzisiaj, dzisiaj spotkam tą jedyną. Miałem tak dziesiątki razy, ale nic takiego się nie wydarzyło. Do tej pory miewam takie urojenia.
Moim drugim urojeniem jest lęk, lęk przed innymi ludźmi, to znaczy, jeżeli kogoś już poznam, to ten lęk znika. Jest to lęk, obawa przed popełnieniem błędu, skompromitowaniem się, że w nowej sytuacji, przy obcych ludziach nie sprostam sytuacji, która się nagle wydarzy, co inni powiedzą, jestem tym sparaliżowany.
Mój obserwator powiedział mi kiedyś, że brak mi pewności siebie, uważam, że jest w tym prawda. W nowych sytuacjach i w sytuacjach z obcymi ludźmi jestem bardzo spięty psychicznie i fizycznie. W kontaktach z ludźmi czuję ich wzrok, gdy mnie obserwują (albo tak sobie wmawiam) i wtedy ogarnia mnie stres, panika. Ale zaczynam sobie z tym radzić, odkąd medytuję, jestem spokojniejszy i odważniejszy.
Dziękuję.

Jeżeli chodzi o ZEN, wydaje mi się, że KATZ. Jest piątek, za oknem jest ciemno.

Kiedy czytam książki ZEN, utożsamiam się z tym i rozumiem to, gdy piszę ten list, czuję, że rozumiem to. Gdy robię coś konkretnego, robię to na 100%, jestem tym, gdy medytuję, to jest to, ale gdy zaczynam obcować z ludźmi, zatracam to, gubię się, idę w innym kierunku, dlatego tak nie chcę teraz ludzi. Gdy obcuję z innymi, nie tracę całkowicie kontroli, zawsze gdzieś pali mi się lampka kontrolna, ale czasami włącza mi się za późno Jak siedzę w medytacji, to jest to środek, ale jak obcuję z ludźmi, to latam od lewej do prawej, a chcę być pośrodku, gdy jestem z ludźmi, a nie wiem jak to zrobić. Chcę pomagać ludziom, zawsze dawać dobre rady, chcę być szlachetny i dobry jak lamowie.
Bartek
REKLAMA

 
Dodaj link do:www.del.icio.uswww.wykop.pl

Komentarze

ania

2009-07-08 19:48

to była szansa abyś coś zrozumiał i zrozumiałeś to, jesteś kimś i wiem, że będziesz mógł jeszcze bardzo wiele dobra dać sobie i innym, to co Cie spotkało to tylko wskazówka z których wielu nie skorzysta, bo nie rozumie czemu to miało służyć, ale Ty zrozumiałeś i o to właśnie chodzi. Wielu to spotyka ale nie każdy zrozumie
Ania

2009-05-29 03:23

Hej... właśnie natrafiłam w wyszukiwarce na link do tego postu (przyciągnął mą uwagę link ze słowem "przebudzeni", co od razu jednoznacznie skojarzyłam). Tak przy okazji... interesująca strona. Twój post bardzo mnie zaciekawił. Jestem 24-letnią kobietą i wiem co czujesz. To normalnie, że tęsknisz za taką czułością. Sama za tym tęsknię. Sama często budzę się z podobnym odczuciem, a potem jestem co najmniej zawiedziona, gdy okazuje się, że nie spotkałam tego jedynego... wtedy myślę sobie, że widocznie tego dnia zwyczajnie nie było sposobności, abyśmy się spotkali i muszę być dalej cierpliwa. Kiedyś myślałam, że spotkałam, ale okazało się, że gdy pierwszy raz prawdziwie pokochałam, to akurat ten człowiek najbardziej mnie zranił... Dziękuję mu dziś w myślach za to, że wybudził ze mną tak bardzo umiejącą kochać osobę. Tyle i jeszcze o wiele, wiele, wiele więcej dam od siebie komuś w przyszłości - przed nim myślałam, że nie potrafiłabym. Co do ludzi... miałam tak dopóki nie poczułam do nich takiej bratniej miłości... teraz uśmiecham się do nich w myślach i kontakt od razu się nawiązuje... zagaduję czasami ludzi stojących ze mną w kolejkach i rozmawiam z nimi. Zakładam w takim kontakcie, że wszyscy ludzie są gdzieś tam głęboko dobrzy. Postanowiłam sobie jakiś czas temu zebrać odwagę, by potrafić pomagać. Kiedyś byłam w wolontariacie pomagając dzieciom w nauce... obecnie nie robię niczego w żadnej organizacji... po prostu potrafię zatrzymać się przy zakrwawionym alkoholiku i spytać go czy nie potrzebuje pomocy... zwalniam przechodząc przez ulicę, by idąca za mną babcia mogła zdążyć przejść bezpiecznie na drugą stronę (bez być może krępującej ją oferty pomocy)... pochylam się, by pomóc komuś wstać lub podnieść coś, gdy mu upadło... stoję w drzwiach tramwaju, gdy widzę, że ktoś chce na niego zdążyć. Mogłabym tak wiele wymieniać. I takie drobne gesty życzliwości sprawiają, że mam coraz więcej odwagi... odwagi każdego rodzaju. Myślę też o medytacji... wiele razy próbowałam, ale brakuje mi chyba ku temu pokory, więc podziwiam Cię, że potrafisz... jeszcze pewnie kiedyś spróbuję... póki co staram się medytować poprzez czyny. Pozdrawiam Cię serdecznie.
artur

2009-04-13 19:23

Witaj Bartek,
To co napisales jest mi bardzo bliskie.
Od lat czuje paraliżujacy lęk,panike wręcz i wstyd w kontaktach z ludżmi.Przed laty siegalem po alkohol by to stlumic ,ale kiedy w 1996 trafilem do wiezienia znalazlem sie w potrzasku.Odkrylem ze przez wiekszosc życia udawalem kogos kim nie bylem,szukalem wzorcow i odgrywalem role.W wiezieniu nie widzialem zadnego wzorca ktory chcialbym nasladowac i trudno mi bylo zniesc panujacą tam hipokryzje i pozoranctwo.Sytuacja zmuszala mnie do odgrywania twardziela,ale w glebi serca bylem zalamany zwlaszcza, ze na moim sumieniu spoczęlo coś czego do dzisiaj nie jestem w stanie udzwignać.Stracilem wszelki realny szacunek do samego siebie.W sumie to cale to cierpienie pchneło mnie ku duchowej praktyce.Odzyskalem wolność prawie 10 lat temu ,moja praktyka ewoluowala przez caly ten czas, ostatnie 6 lat kultywowalem bardzo intensywnie,jestem weganem,jabstynentem,jakos przetrwalem z popocą Buddow i Bodhisattwow,ale w moim przypadku jest bardzo ciezko i zmiany dokonuja sie bardzo powoli.
Wciąż zastanawiam sie czy spotkam ta idealna kobietę w życiu:) jednak ,prawdę mowiąc coraz bardzie postrzegam tego rodzaju pragnienia bardziej jako klopot niż zrodlo szczęścia.
Pozdrawiam w Dharmie.
Artur