Praktyka medytacyjna jako katalizator pomiędzy życiem realnym a wymyślonym – Cezary

Człowiek, w ciągu całego swojego życia, wchodzi w różne role.

Jako że jesteśmy synami, ojcami, mężami, głowami rodzin, pracownikami firm, poprzez nałożone obowiązki, wchodzimy w różne życiowe role, ale wszystkie one są prawdziwe, realne i mają ważne znaczenie w naszym życiu.

Przejście z jednej postaci w drugą jest tak oczywiste i naturalne, że nie zastanawiamy się nad nimi. Z tymi rolami wiążą się różne emocje, relacje

i szereg doznań, które są dla człowieka zupełnie normalne.

Zupełnie inną kwestią jest wchodzenie w rolę, graną przez osobę aktora, który przystępując do powierzonego mu zadania, musi zapoznać się z charakterystyką granej przez siebie postaci. To swoistego rodzaju przeistaczanie się w kogoś zupełnie innego. Poznawanie nawyków, stylu życia, relacji, w jakich pozostaje

z innymi postaciami, uczuć, które towarzyszą granej postaci.

Taka zmiana ról jest bardzo trudnym doświadczeniem, dlatego że ciągle przechodzi się z jednego życia w inne. Stykamy się z dwiema różnymi osobowościami, które są zgoła inne od siebie, ale zarazem podobne, bo prowadzą swoje życie, wypełniając je emocjami wypływającymi z wnętrza człowieka.

Z mojego punktu widzenia, najwięcej kłopotów sprawić może powrót do realnego życia. Można się po prostu zagubić pomiędzy dwoma światami,

a następstwem tego może być przenoszenie cech postaci wymyślonej, do postaci realnej. Taka reakcja może spowodować wiele zawirowań i kłopotów.

Jestem osobą, która obecnie przebywa w zakładzie karnym i w tym miejscu zaangażowałem się w działalność teatralną i tu właśnie doznałem rozdwojenia polegającego na zamianie ról. Jednak, po każdej próbie, po każdym spektaklu, musiałem powrócić do siebie do miejsca, które wcale mi się nie podoba.

Nie jest to wcale dla mnie łatwe i bywa, że najchętniej nie wracałbym do tego miejsca i życia, które muszę wieść.

Moim sposobem na zachowanie równowagi jest buddyzm i medytacja. Z racji tego, że podstawowym elementem praktyki medytacyjnej jest obecność tu-i-teraz oraz zachowanie kontaktu z własnym ciałem, mogę w dość prosty sposób przechodzić z jednej postaci w drugą.

Oczywiście medytacja nie jest wcale łatwym elementem, ale za to bardzo skutecznym. Wymaga to chwili czasu, powiedzmy 15 minut wyciszenia oraz odrobiny chęci. W tym czasie skupiam swoją uwagę na tym, co dzieje się ze mną, a raczej – w moim wnętrzu. Pozwalam swobodnie płynąć myślom i nie przywiązuję wagi do ich treści. Nie interesują mnie emocje, które za nimi idą,

a także wszystko to, co jest z nimi związane.

Ten krótki czas wyciszenia jest takim katalizatorem, który pozwala mi na powrót do siebie.

Co więcej, jest swoistym czasem relaksu od emocji, które bardzo mocno wypełniły moją głowę.

Pojawiający się jakikolwiek efekt bólu, nawet ten najmniejszy, uświadamia mi, że żyję i jestem, tu-i-teraz.

Po takim wyciszeniu, wystarczy wykonać kilka skłonów, przysiadów, rozciągnąć ciało na ziemi i w świadomym kontakcie z prawdziwym JA – zacząć żyć.

Nawet przeżywanie tego, co nam przed chwilą towarzyszyło, staje się znacznie ciekawsze, bo dużo więcej dostrzegam, widzę i świadomie to przeżywam, bez żadnych emocji, które mogą zniekształcać obraz.

To oczywiście mój sposób i dzieląc się nim, nie twierdzę, że inny nie będzie lepszy.

Jednak warto nieraz spróbować czegoś innego, aby docenić to, co się ma.

Pozdrawiam

Cezary