LUBLIN dn.22.06.2008r.
Przyjaciele w praktyce... i nie tylko!!!!!!!
Od 08.02.2007r. / jak już wiele razy wspominałem / zostałem uwolniony z więzienia, w którym się znalazłem przez zgubny nałóg tj. alkohol ... Można też powiedzieć, że również przez brak wiary, praktyki i błędne postrzeganie rzeczywistości. Wiele na ten temat mógłbym napisać lecz w tym tekście chcę przede wszystkim pokazać, jak bardzo w życiu codziennym
potrzebna jest praktyka duchowa, by nie poddać się konsumpcjonizmowi
tego świata, w którym obecnie żyjemy.
Gwoli wyjaśnienia, a zarazem przypomnienia (dla tych, którzy mnie nie znają): krótka informacja o tym, jak zacząłem praktykę w więzieniu i jak duże, z tego powodu, zaszły we mnie zmiany.
Był rok 2000 Z.K. Rzeszów-Załęże. Kolega podał mi adres Buddysty / Jacka /, który pomógł mi znaleźć ścieżkę w "gąszczu" buddyjskich praktyk i szkół, a zarazem wytłumaczył również, że buddyzm jest bardzo tolerancyjny, ale wymaga wytrwałości i konsekwencji. Dzięki Jackowi nawiązałem duchową więź z Mistrzem Jutangiem Ling / który jest mym duchowym Guru /. Od tamtej pory powtarzam mantrę NAMO AMITABHA BUDDHA, jak również inne mantry. Reasumując: w więzieniu samą praktykę łatwiej mi było wykonywać i nawet służba więzienna mi tego zbytnio nie utrudniał, czego nie mogę powiedzieć o większości więźniów, których niewiedza i niechęć wobec wszelkich "inności" była dla mnie przytłaczająca.
Jeśli chodzi o praktykę i życie na wolności, to jestem już od roku na ścieżce praktyk KARMA KAMDZANG / przyjąłem schronienie ...w Grabniku k. Jaktorowa /, dodatkowo ślubowałem kroczyć ścieżką BODHISATTWY...ze swojego doświadczenia wiem, że jeśli praktyki wykonywane są z otwartym sercem i w harmonii z tym, co mnie otacza pozwalają mi przezwyciężać wszelkiego rodzaju przeszkody, które sam sobie stwarzam swym naiwnym i dobrodusznym zachowaniem.
Ostatnio wpadłem w tarapaty finansowe (tzw. pętle kredytową) - nie wiem,
kiedy moje zadłużenie sięgnęło 60 tys. zł. Podaję to jako przykład, co
może się stać, jeżeli postępuje się nieroztropnie, a nawet jeszcze
bardziej niż nieroztropnie. Może wydawać się to dziwne, ale w takiej niekorzystnej
sytuacji zakochałem się z wzajemnością i zaraz ożeniłem. Moją
małżonkę już kiedyś interesował BUDDYZM, a po naszym ślubie jej
ciekawość i fascynacja powróciły. Ja z tego powodu się cieszę, bo nigdy
nie rozmawiałem z Nią o zmianie wiary. To wyszło od Niej.
Nie wyszło mi z firmą budowlaną w Warszawie /pozostały wspomniane długi, związane
z działalnością na tamtym rynku/. Teraz żyję wraz z żoną w rodzinnym
Lublinie i mimo, że żyjemy skromnie, jesteśmy szczęśliwi, gdyż mamy
siebie, wiarę i pogodę ducha.
MOI PRZYJACIELE, OBYŚCIE CHCIELI ŻYĆ W SPOSÓB PROSTY, BEZ ZAWIŚCI I PATRZENIA NA INNYCH /w kontekście: nie widzę u siebie
belki, a u kogoś źdźbło/.
PS. To dzięki Magdzie W. -wytrwałej w tym co robi- mniszce z Wrocławia i
moim zebraniu się w sobie powstało tych parę zdań... Może okażą się
przydatne dla kogoś.
DAREK-Syzyf
Podaję swój adres e-mail:
polrembud@gmail.com. Byłabym bardzo wdzięczny, gdyby ktoś zechciał się ze mną podzielić swoimi doświadczeniami na temat praktyk, jak też pomógł odnaleźć sposób na spłacenie kredytów. Jesteśmy dla siebie przyjaciółmi.