Dlaczego nosiciel wirusa HIV w polskim Zakładzie Karnym musi się wstydzić oraz czuć winny
z powodu choroby?
Dlaczego nosiciel wirusa HIV w polskim Zakładzie Karnym zmuszony jest ukrywać swoją chorobę?
Wreszcie, dlaczego w kompleksowej zmianie tej sytuacji nie pomaga więziennictwo?
Czytając w Internecie na temat podstawowych problemów więziennictwa- informacje przyjęte przez Radę Ministrów z dnia 27.04.2004 r.... w przedmiocie „Ochrona zdrowia” , dowiadujemy
się, że i „Innym poważnym problemem jest wzrost zagrożeń epidemiologicznych zakażeniami
wszczepiennymi, których etiologii należy upatrywać w podejmowanych przez więźniów próbach
dożylnego przyjmowania narkotyków lub środków psychoaktywnych. Z punktu widzenia szkód powodowanych przez zakażenia wirusem HIV, HCV, HBV, sprawa nabiera szczególnej wagi.”
To wszystko, co ma do powiedzenia w oficjalnych komunikatach więziennictwo, jeżeli chodzi
o tematykę osób seropozytywnych w Zakładach Karnych. Nieoficjalnie jest jeszcze gorzej, bo jak
może się w polskim więziennictwie cokolwiek poprawić, gdy dowiadujemy się, że i „Istniejące
zagęszczenie w celach sprzyja rozwojowi agresji oraz innych patologicznych zachowań osób
osadzonych. Skala zachowań patologicznych oraz brak zaufania społecznego do więziennictwa
wzrasta...”
Polskie więziennictwo straciło kontrolę nad polityką penitencjarną i ugrzęzło w politycznej szczelności. Zamiast resocjalizować, upośledza, zamiast humanizacji, dehumanizuje.
W warunkach rodzimego więziennictwa niepodobna zachować zdrowie psychiczne i fizyczne.
A kiedy jest się seropozytywnym, tak jak ja od 11 lat, to w Z.K. doświadcza się kuriozalnych sytuacji w relacjach z osadzonymi i administracją. Krajobraz osoby z HIV w więzieniu to uprzedzenie, wrogość, często bezinteresowna nienawiść , hipokryzja, alienacja, ostracyzm.
I choć łaski w dostarczaniu leków retrowirusowych nikt nie robi, to ma się stale wrażenie, że
wielu chętnie pozbawiłoby nas lekarstw.
Żyjemy w otoczeniu, które można zatytułować jak film z Charlesem Bronsonem „Życzenie
śmierci”. A konkretnie, co jest, a czego nie ma? Jest strach, ludzie boją się mówić, że są chorzy,
ponieważ reakcja ze strony skazanych i administracji jest straszna- od nienawiści do lekceważenia.
Wielu ludzi dowiaduje się, że są chorzy i pozostają z tym problemem sami, a gdzie psycholodzy.
itd. W szpitalach więziennych pielęgniarki boja się pobierać krew, stomatolodzy zakładają
pięć par rękawiczek i kaski ochronne lub próbują zniechęcić skazanych chorych do leczenia,
co stwarza zagęszczona atmosferę. Służba Zdrowia jest całkowicie nieprzygotowana , brak
funduszy i wykwalifikowanych pracowników. A gdzie rozwiązanie sytuacji, kiedy to skazanemu
przysługuje warunkowe, a Sądy Penitencjarne tych warunkowych nie udzielają, nawet kiedy jest
zagrożenia życia, ponieważ obawiają się, że będą atakowane przez źle nastawione społeczeństwo.
Widziałem człowieka chorego w szpitalu więziennym, który leżał we własnych odchodach,
któremu to nie miał, kto podać szklanki wody. Czasami, kiedy lekarze jednoznacznie stwierdzają,
że chory umiera, jeśli zdążą, to wyślą go do szpitala na wolności, lecz najczęściej ludzie umierają w samotności i bólu – to straszne. Wizyta u lekarza zakaźnika, czyli konsultacja wygląda tak:
„ Jak na tyle lat choroby wygląda pan, pani bardzo dobrze- widzimy się za 3 miesiące „ - to jest
konsultacja.
Ogólnie mówiąc, w więzieniach w Polsce jest całkowite przyzwolenie na związki homoseksualne,
gnębienie i pastwienie się nad chorymi na HIV, HCV, HBV, zmuszanie do życia w ciągłym strachu
i stresie ze względu na nosicielstwo. Brakuje jakiejkolwiek pomocy psychologów lub terapeutów.
To wszystko musi się zmienić, jeśli polskie więziennictwo chce uniknąć procesów o odszkodowania i epidemii HIV, HCV, HBV. Wielu ludzi, którzy przychodzą do więzienia będąc
zdrowymi, wychodzą zainfekowani tymi wirusami lub żyją w nieświadomości, a przecież mają
żony, które mogą zarazić. Myślę, że to zabrnęło za daleko i ktoś powinien się tym zająć dla dobra
wszystkich ludzi, tych w Z.K. i tych na wolności.
Sebastian Z.