Na wstępie mile i serdecznie pozdrawiam – jak się Pani ma, mam nadzieję, że dobrze, bo u mnie wykryto kolejną dolegliwość tzn .niedokrwienie kończyn górnych i dolnych. Obecnie biorę leki i zastrzyki bardzo bolesne, zastanawiam się co jeszcze lekarze wykryją w moim organizmie. To wszystko jest skutkiem „ćpania”, lecz ile jeszcze będę musiał zapłacić, nim ustanie nagromadzona zła karma - czy nie zapłaciłem już wystarczającej ceny ? Nie żalę się, lecz patrząc na te wszystkie choroby, dostrzegam jak wiele spustoszenia i destrukcji wyrządziłem sobie i wszystkim ludziom wokół mnie. Wiem, zbieram plony tego co sam zasiałem- lecz jak długo będzie to trwało-czy kiedyś się skończy?
Od pewnego czasu siedząc i tylko siedząc zauważyłem, iż staję się jednym z wszystkim co mnie otacza. Ba – co więcej odnoszę wrażenie, że nie ma mnie - jest tylko „to”- katz! W chwili, kiedy jest „to” takie jakie jest moje ciało „forma” staje się przezroczysta, patrząc w głąb dostrzegam „nic” i staję się tym „nic” – nie ma nic, a zarazem wszystko jest takie jakie być powinno, czyli puste, inaczej nie potrafię tego określić. Wiem teraz co to znaczy „być czymś”, lecz nie potrafię tego określić. To jest tak jak prosić głuchoniemego, by opowiedział swój sen. Pani Magdo czy ja oszalałem ,czy jest to normalna kolej rzeczy?
Czasami wręcz ogarnia mnie strach. Jest to dziwny strach, ponieważ jest to strach i nim nie jest. I chcę być tym i się boję, nigdy nie doznałem bycia i nie-bycia…Lecz uwaga, wystarczy moment dekoncentracji i już jest po wszystkim. Muszę mocno być oddechem, wdech i wydech, czuję jak kropelki potu spływają mi z czoła i po plecach i nawet nie wiem kiedy to się stało .Wszystko jest mną, a ja jestem wszystkim. Odnoszę wrażenie ,że się rozpłynąłem, wdech-wydech, gdyby nie bijące serce, chybabym nie żył .Kiedy kończę siedzieć, odnoszę wrażenie że dopiero co usiadłem, lecz według czasu minęło 40-60 minut. To jest niezwykłe doświadczenie!
Oglądałem film „Mały Budda” i strasznie się wzruszyłem .Zachowanie takie jest mi obce, starałem się ukryć łzy napływające do oczu. Podczas oglądania poczułem również dumę i radość z faktu, iż jestem jednym z tych, którzy praktykują Zen. Siedząc tego dnia, zdałem sobie sprawę z tego, iż jednoczę się ze wszystkimi ludźmi w pracy na rzecz tych, którzy jeszcze cierpią. Nie oznacza to, że ja nie cierpię, tak jest, lecz wiele rzeczy, które składają się na cierpienie wygasło, ponieważ jak mi się wydaje, staram się robić dobrą robotę- miłość, dobroć i współczucie. Nieraz jest ciężko ze względu na miejsce w jakim jestem, lecz w takich chwilach przychodzą mi na myśl ludzie, którzy cierpią o wiele bardziej i w o wiele gorszych warunkach niż ja .Tak więc moje chwilowe niedogodności są niczym innym jak odzywającym się „ego”, które przecież naprawdę nie istnieje. Kończąc siedzenie trzykrotnie kłaniam się Trzem Klejnotom, w których znalazłem schronienie jak i również chylę głowę przed moim nauczycielem, którym jest pani Magda… Szanowna Pani Magdo czy może być coś piękniejszego od Przebudzenia, na pewno nie. Więc warto każdego dnia Umierać po to by Narodzić się ponownie z Sercem przepełnionym Miłością .
Powoli kończę, ponieważ jestem trochę obolały po zastrzykach. No cóż cierp ciało kiedy ci się chciało, jest takie powiedzenie. Proszę się odnieść do tego co napisałem, pomimo tego, iż wiem, że idę dobrą drogą , czuję to. Bo czy jest inna droga poza droga Dharmy?
Sebastian