LUBLIN 22.01.2009 R.
Jest mi przykro , że Chiny
nadal okupują Tybet - w tym roku 10 marca mija ta niechlubna w dziejach
tak pięknych Chin karta historii...Tak, jestem działaczem / pokojowym /
na rzecz wolności lub szerokiej autonomii dla mojej - naszej / mojej i
mojej uroczej małżonki / duchowej ojczyzny, za jaką uważamy Tybet.Właśnie
31.01 i 01.02 w Warszawie jest ogólnopolskie spotkanie działaczy na
rzecz Wolnego Tybetu, na które wraz z małżonką się wybieramy.
Lecz
może po tym niecodziennym acz bardzo wymownym wstępie, przejdę do moich
perypetii w "normalnym" codziennym życiu ,których ,jak już wspomniałem, jest dość dużo /. Po moim wyjściu z 14-letniego uwięzienia / bez przerwy /
wreszcie mnie wypuszczono , nie dając szansy na długi pobyt poza
"gościnnymi" murami zakładu karnego / jak dumnie nazywają po prostu
więzienie - ten przybytek obłudy i zakłamania / . Ja jednak po
ogromnej pracy nad sobą, nie dałem im tej " satysfakcji " i do chwili
obecnej nie skorzystałem z ich oferty i jestem na tzw. WOLNOŚCI . Na
początku nie mogłem znaleźć pracy - godnej pracy - więc sam założyłem
działalność gospodarczą o profilu remontowo - budowlanym i zacząłem
zarabiać na ten " chleb powszedni " jak to się w mym rodzinnym domu
mawiało . Ta ogólnopolska "uczciwość" doprowadziła mnie jednak do
poważnych długów jakie mam do chwili obecnej / wpłynęła też na zmiany
filozofii życia mojej małżonki / . In plus tego jest taki , że po
perypetiach warszawskich wróciłem do Lublina i po zawarciu związku
małżeńskiego z piękną i dużo młodszą Wrocławianką o ślicznym imieniu
AGATA już pozostaliśmy w mym mieście . Jak już wspominałem, bardzo o tym
marzyłem i marzenie się spełniło .
Obecnie mam duży nawał pracy,
oczywiście niekonwencjonalnej / mam sklepik w Internecie / , również
działam charytatywnie w dziedzinie związanej z alkoholem , więzieniem /
chodzę na Z. K., aby pokazać, że jak się chce, to można żyć uczciwie /;
z problemem tzw . DDA , depresji i wielu innych rzeczy związanych z
problemami rodzinnymi itp . Oczywiście mam czas też na praktykę
DHARMY, mimo że jest on dość okrojony...Wychodzę z założenia, że
ważniejsze jest na ścieżce BODHISATTWY praktyczne pomaganie
bezinteresowne niż przesada w praktykach teoretycznych / to zostawiam
: Lamom i mnichom - mniszkom w klasztorach...Obecnie też remontuję
mieszkanie / sam to robię w miarę możliwości czasowo - finansowych / ,
chodzę na kurs prawa jazdy i doszkalam się w biznesie sieciowo -
internetowym...Mam bardzo dużo optymizmu co do swej przyszłości. W
tym roku mam dużo wyjazdów do: Warszawy , Kozienic , Wrocławia , i
dużo mniejszych miejscowości...A byłem wraz z żoną w Kozienicach u
mojego przyjaciela, którego poznałem będąc po "tamtej" stronie muru i
jak mnie zobaczył to się ucieszył , że jestem nadal w pełni zdrowia i
w ogóle ...
Piszę tak chaotycznie z uwagi na to ,że nie mam tyle czasu, aby
napisać ten list jednego dnia / jak nie wyjazd, to lokalne spotkanie
,remonty lub coś innego / . Teraz byłem w Warszawie z żoną i kierowcą
na ogólnopolskim spotkaniu podsumowującym działania na rzecz WOLNEGO
TYBETU i też nie byliśmy na całym spotkaniu z uwagi na inne w Lublinie,
które ja prowadziłem i nie miałem następcy i tak w kółko.
Reasumując - Życie w więzieniu jest :
jałowe,denerwujące,monotonne,...lecz : stabilne,łatwiej jest medytować
/ ćwiczyć /,...Nie musowo martwić się o : jedzenie,mieszkanie,itp
sprawy...Lecz ja jednak wolę być poza murami...To właśnie, jak też moja
wiara zbliżyło mnie do ludu Tybetańskiego - Oni też, jakby nic nie
robili, to mimo niewoli mieliby dużo lepiej, jak za dawnych czasów /
oczywiście bez wartości moralno-etycznych ... /; od razu przypomina mi
się bajka Krasickiego o ptaszku w klatce , który miał wszystko prócz
wolności / podstawy wszelakiej egzystencji / .
Tymczasem wracam do działania , gdyż wiara bez czynu jest tylko
martwym sloganem ...
* DO ZOBACZENIA W D H A R M I E . . .
syzyf lub
syzyf1964 ,
budda 1964 na PORTALACH