Potulice, dn. 27.05.07
Na wstępie kłaniam się nisko i pozdrawiam. Po ostatnim telefonie trochę gorzej się czuję i odczuwam duży ból, i trochę mi to przeszkadza, lecz siedzę 2 razy dziennie, o godz. 15.00 i około 22.00, po 20-30 minut. Pracuję nad pustką i formą, choć jedno z drugim jest powiązane, ogólnie mówiąc jest to temat rzeka i aby go wyczerpać, musiałbym na nowo się narodzić, w nowym wcieleniu, aby dokładnie zrozumieć. Pustka towarzyszy nam przez całe życie, a wraz z nią i forma. Myślę, że na przełomie życia i śmierci, również w momencie narodzin, mając ciało-formę, otacza nas pustka, ponieważ wszystko jest przemijające i niestałe, otacza nas pustką. Będąc formą, pokuszę się o stwierdzenie, iż tak naprawdę mnie nie ma, ponieważ forma, czyli moje ciało, jest niestałe, życie jest jak obłok przesuwając się po niebie, prędzej czy później ten obłok zwany życiem zniknie i pozostanie tylko pustka.
Ostatnio doznałem czegoś takiego: siedząc usłyszałem wiejący wiatr, na początku myślałem, iż jest to swojego rodzaju makjo, lecz im dłużej siedziałem, tym dłuższe i głębsze było to doświadczenie, powoli stawałem się jednym, ja i wiatr lub jawiatr i pustka. Lub była pustka, wiatr i wraz z tym doznaniem byłem i ja. W pewnej chwili przyszła mi do głowy myśl, o ile piękniejszym byłoby nasze życie, gdybym pozbył się wszystkich pragnień i przywiązań, które wywołują tyle cierpienia. Na poziomie intelektualnym rozumiem to i dostrzegam, lecz pragnę, by wychodziło to z głębi mnie, pragnę, by być tym, nie jest to „pragnienie” w kontekście „ja chcę mieć", tylko czuć to, być tym, pozbyć się tego balastu, a to jest wielka „sztuka”. Jezus powiedział, iż nikt nie wejdzie do Królestwa Bożego, dopóki nie umrze i narodzi się ponownie, i ta przypowieść jest dokładnym odzwierciedleniem tego, co chciałbym osiągnąć, porzucić dawnego siebie, a co się z tym wiąże, przywiązania i pragnienia, otworzyć oko umysłu i być szczęśliwym i współczującym dla innych i dla siebie. Zdaję sobie sprawę, iż takie rzeczy będą się pojawiać, lecz ja nie będę już przywiązywał się do nich, a co za tym idzie, nie będzie już wytwarzane cierpienie, jeśli będę w stanie pomóc sobie, to o ile będę w stanie zrozumieć i pomóc innym. Jeśli to zrozumienie wypłynie z głębi mnie, wtedy pozostanie forma i pustka w najczystszym wykonaniu i będę mógł pokazać sobą, że forma jest pustką, a pustką formą. Tak samo było z moją złością, dopóki nie zobaczyłem i nie poczułem jej, nie potrafiłem radzić sobie z nią, na dzień dzisiejszy potrafię odczytywać moją mowę ciała, a co się z tym wiąże, spojrzeć na dane odczucie i uśmiechnąć się do niego, pozwolić mu odejść i rozpłynąć się. I widzę, że ze wszystkim tak jest, to jest przyczyna i skutek, jeśli poznam dogłębnie siebie, będę potrafił wejrzeć w głąb siebie, to skutkiem tego będzie uniknięcie przywiązania i pragnienia, co wywołuje cierpienie, narzędziem obosiecznym jest tu świadomość, bycie tu i teraz. Hasłem przewodnim dnia codziennego powinno być – Oby wszystkie istoty były szczęśliwe i wolne od cierpienia. Kochaj bliźniego jak siebie samego. Wierzę w to dzięki Dharmie, będę potrafił zrozumieć istotę słów Buddy i postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Pani Magdo – co zrobić, by umrzeć i nie rodzić się na nowo? By przyspieszyć to, co jest nieuniknione, aby otworzyć oko Umysłu – zdając sobie sprawę z braku czasu?
Gassho,
Sebastian Z.