Potulice, dn. 06.06.07
Droga Pani Magdo,
Na wstępie pozdrawiam i kłaniam się nisko. Dziękuję za książki i karty telefoniczne. U mnie raz lepiej, raz gorzej, upadam i wstaję, aby iść do przodu. Jest coraz ciężej, ponieważ psuje mi się wzrok i coraz trudniej mi się skoncentrować. Boli mnie wszystko, lecz myślę, iż za to co zrobiłem kiedyś, ile krzywdy wyrządziłem, to mam wielkie szczęście, że jeszcze żyję, a to wszystko – czyli ból, choroba i związane z tym niedogodności – kiedyś miną i znów zaświeci słoneczko.
Ostatnio zauważyłem, iż Zen zabrało mi wiele, może wszystko, a zarazem dało to, czego inni i życie codzienne dać mi nie mogą. Są chwile, kiedy pragnę wrócić do beztroskiego życia, lecz świadomość, która czuwa cały czas, od razu wychwytuje tę myśl i neutralizuje poprzez analizę tej myśli: skąd, dlaczego, a w końcu rozpuszcza tę myśl. Tak naprawdę to, co było, już nie istnieje, przeszłość jest martwa, a przyszłość nieznana – jeśli tak, to nie ma problemu, wszystko jest złudzeniem, a skoro tak jest, nie przywiązujemy do tego wagi. Patrząc w głąb siebie, dostrzegam pustkę, jest ona bezgraniczna, jest jak wszechświat, a może nawet nim jest. Poprzez to należymy… jesteśmy jednym z wszechświatem – pustka jest formą, a zarazem forma jest pustką, ponieważ ciało-forma jest niestałe, ulega zniszczeniu i pozostaje tylko pustka, lecz co pozostaje oprócz pustki, aby mogło się wcielić w nowe życie, lepsze lub gorsze, w zależności od nagromadzonej karmy? Patrząc na siebie, myślę, że jestem obciążony złą karmą poprzez złe czyny moich przodków. W jednej z książek wyczytałem, iż odpowiedzialność za dziecko ponoszą rodzice - kiedy jest małe, to poprzez przytulenie, miłość, przekazują mu dobro, coś, co dziecko przekazuje swoim dzieciom, lecz co się dzieje, jeśli brakuje tej miłości? Myślę, że człowiek szuka „wzorców” i, tak jak w moim przypadku, źle „wybiera”, jest po prostu nieświadomy, zaślepiony tęsknotą za uczuciami miłości, dobra do tego stopnia, iż nie posiadając kogoś bliskiego, matki, ojca itd. jako wzorca, wzoruje się na otoczeniu. W moim przypadku była to ulica, najgorsze zło, które po dziś dzień ma odzwierciedlenie w mojej osobie poprzez myśli i zachowanie, ogólnie cierpienie moje i moich bliskich. Studiując ZEN, jestem pełen podziwu dla ludzi-Bodhisatwów pełnych współczucia i miłości, to wielki dar umieć wybaczać, współczuć i kochać bez względu na okoliczności, np. Tybetańczycy nie odczuwają nienawiści do Chińczyków, mimo tych wszystkich okropności, jakie ci im wyrządzili. Wierzę w to, iż zanim wydam ostatnie tchnienie, będę potrafił kochać, przebaczać i współczuć, będzie to w moim sercu, a nie tylko na papierze.
To, co opisałem to moje przemyślenia dotyczące mojego stanu na dzień dzisiejszy. Myślę, że są one takie, ponieważ zbliżają się moje urodziny 29VI, to już 35 lat, w 98. roku, kiedy dowiedziałem się, że jestem chory, myślałem, że umrę w miarę szybko, a tu proszę, niespodzianka od Życia, 10 lat. Szkoda, że za kratami, dużo się wydarzyło w moim życiu i dużo się zmieniło, między innymi ja się zmieniłem i może nie potrafię jeszcze kochać, za to potrafię doceniać każdą chwilę mojego jakże cennego życia.
Kłaniam się nisko.
Gassho,
Sebastian Z.