Gdzieś powoli podnoszę się po sprawie rozwodowej, tzn. staram się uzmysłowić, iż przeszłość jest martwa, a liczy się tylko to, co jest teraz. Zresztą, nie ma przeszłości i przyszłości, jest tylko dziś. Właśnie, to „dziś” mnie przeraża, ponieważ nagromadziło się tyle spraw, które chciałbym jak najszybciej rozwiązać i wiedzieć, co dalej - lecz to wszystko wymaga czasu i cierpliwości, a tego mi, niestety, brakuje.
Cały czas mam poczucie winy, za to wszystko, co wyrządziłem moim bliskim i przez to strasznie cierpię. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że będąc tu, gdzie jestem, nie mogę nic zrobić. Jestem bezradny, jak małe dziecko. Słysząc załamujący się głos mojej Babci i pytanie, kiedy synu będziesz w domu, jestem bezradny, ponieważ nie mogę jej powiedzieć, że mam jeszcze 5 lat do siedzenia i że chyba już się nie zobaczymy (Sebastian jest nieuleczalnie chory – przyp. red.). To by ją zabiło, więc uciekam od takich rozmów, a w celi męczę się ze swoimi myślami, tracąc energię i zdrowie.
Tutaj też bywa różnie. Raz jest lepiej, raz gorzej. Odizolowałem się od ludzi, ponieważ widząc, jak postępują, napawa mnie to obrzydzeniem i nie chcę w czymś takim uczestniczyć – za nic!
Więc staram się siedzieć, lecz i tu pojawił się problem, ponieważ od pewnego czasu uczęszczam na spotkania Zielonoświątkowców i starannie czytam Pismo Święte i gdzieś zadaję sobie pytanie, czy praktyka ZEN może iść w parze z duchowością, dotyczącą wiary i Boga, czy czasem nie wziąłem na swoje barki za dużego ciężaru?
Moim skromnym zdaniem, jedno drugiemu nie przeszkadza, bo praktyka ZEN to życie - i duchowe i codzienne . A także umiejętność spojrzenia i dostrzeżenia tego wszystkiego, co się dzieje wokół nas, jak i tego, co się dzieje głęboko w nas, pomijając wpływ egoistycznych myśli. A wiara, to nic innego, jak nasze codzienne życie i umiejętność stawania oko w oko z codziennością. Tak więc, gdzie tkwi problem? Może w tym, iż tych dwóch kultur nie można połączyć. Kultury azjatyckiej i europejskiej, buddyjskiej i chrześcijańskiej. Nie wiem, czy i z tym mam problem? Jeśli można, to proszę o pomoc.
Kończąc ten list, chciałbym Pani zadać pytanie: dlaczego zadajemy sobie tyle bólu i „żyjemy” w świecie kłamstwa, fałszu i obłudy – zamiast kochać i być kochanym?....
Jeszcze raz Panią pozdrawiam i przepraszam za moje milczenie, choć ktoś mądry powiedział „kto wie, milczy – kto nie wie, dużo mówi” Ja chyba bardzo mało wiem…
Sebastian