Myślę, że ostatnio robię zbyt pochopne rzeczy z uwagi na to, iż chwilami przeraża mnie sama świadomość tego, że za tydzień (19.07.06.) opuszczam to miejsce. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to idiotyczne „usprawiedliwianie” mojego postępowania, ale tak właśnie jest. Chyba za dużo o tym myślę. Wie pani, co? Miałem nawet dzisiaj „dziwny” sen, mianowicie śniło mi się, że głowa mi puchnie od nadmiaru informacji. Nie będę się tym przejmował. Potraktuję to jednak, jako czas na odrobinę „luzu” – pauzę, uzupełnienie zapasu energii.
Wracając do tematu. Życie za murem wielokrotnie przerasta to tutaj. Życie w więzieniu to sielanka. Prawdziwe wyzwania są za murem. Tam okaże się, czego tak naprawdę się nauczyliśmy. Wierzę jednak, że dam radę, po prostu muszę. Zwyczajnie nie mam innego wyjścia. Zresztą dam pani znać jak mi idzie, itd. Zrobię to dla innych, niech wiedza, że można, że trzeba tylko chcieć. To możliwe.
Jeśli chodzi o pani list, oraz to, iż nie ma pani odpowiedniego tekstu Thich Nhat Hahna, czy Tenzina Gjatso, to muszę pani powiedzieć, że mam akurat „Uzdrawianie gniewu” Dalajlamy. Dlatego też wiem, że z czasem poradzę sobie i z tą emocją. Teraz jednak staram się czytać książki, które posiadam, w odpowiedniej kolejności, uwzględniając pojawiające się okoliczności. Zresztą, dobrze pani wie, że książek tego typu nie można czytać pobieżnie i szybko. Proszę się nie martwić, materiału mi nie zabraknie, o to potrafię zadbać.
Gorzej z nawykami. Lubię się kłócić, nie ukrywam. Od jakiegoś czasu staram się tego nie robić, ale nawyki i tak dają o sobie znać. Zwłaszcza teraz, kiedy się otwieram na coś, co jest najważniejsze w moim życiu. Na coś, co jest celem. Potrzebuję wspólnoty, jak wody niezbędnej do życia, dlatego piszę właśnie do pani. Pani wie. Oczywiście, tak jak pani stwierdziła. Wychodzę i będę mógł się realizować. Jednak mogłem to robić już w więzieniu, mimo przeszkód, mimo drwin i wielu, wielu innych trudności. To zależy tylko od nas samych, czas i miejsce nie mają tu nic do rzeczy, warunki istnieją zawsze.
Jeśli chodzi o przestrzeń, to oczywiście, zdaję sobie sprawę z jej ogromu i możliwości. A tak nawiasem mówiąc, czy słyszała kiedyś pani, żeby ktoś „dostrzegł” przestrzeń do tego stopnia, żeby płakać? Ze szczęścia. Czy cokolwiek to było. Czy to możliwe? Myślę, że tak!
Pisząc kilka słów do innych skazanych, muszę powiedzieć, iż wiem, że łatwiej jest dawać rady, niż samemu z nich korzystać. Zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Jednak muszę wam oznajmić, że „sami musicie odpowiedzieć sobie, czy bardziej zależy wam na szacunku, czy też wolicie wartości prawdziwej rzeczywistości?”
Wybór nie jest prosty, wiem. Jednak, gdy się tak głęboko naprawdę zastanowić, to wierzę, że można dokonać słusznego wyboru. Powiem wam coś: nikt nie wierzył w to, co robię i nadal większość w to nie wierzy. Mnie jednak na tym nie zależy, bo wiem, że to co robię, jest słuszne.
Jest takie piękne powiedzenie kierowane do odważnych osób, mających siłę się odradzać. Brzmi ono tak: „Spadające gwiazdy wpadają w ręce tych, którzy spoglądają w niebo”. Oczywiście, istnieje wiele podobnych i równie pięknych przysłów i opowieści, jednak nie we wszystkich możemy dostrzec siebie.
Być może niektórzy z was czytali „Śpiew Ptaka” Anthonego de Mello. Tym, którzy nie czytali, gorąco polecam. Jest tam około 130 bajek. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Gwarantuję. Jest tam opowieść pt. „Sklep z prawdą”, treść tej opowieści możecie poznać sami, wystarczy się z nim utożsamić. Piszę to, ponieważ zachęcam wszystkich do czytania podobnej literatury, kształtującej i pogłębiającej zarówno zrozumienie, jak i tolerancję.
Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są ważni. Jak ważny jest umysł, który –dosłownie- może dokonać wszystkiego. Nie chcą go w pełni wykorzystać, bo z „natury” SĄ leniwi. Jeżeli naprawdę jesteście ludźmi, którzy cenią sobie pokój, to nie bójcie się go wyrażać! Takie jest moje zdanie.
Rozmawiałem ostatnio z psychologiem, opowiadałem mu swój sen. Śniło mi się, że od wiedzy puchnie mi głowa. Psycholog stwierdziła to samo, co kilka miesięcy temu: że mam jeszcze serce, którym muszę odbierać wrażenia. Zaznaczę, iż do psychologa chodzę co tydzień. Pani piszę, iż inni nie są „głowaczami”, ja myślę jednak, że inni czują sercem, którego mi brakuje.
Dlatego też uważam, że potrzebuję ludzi, którzy pokażą mi jak używać serca, nie tylko do pompowania krwi. Doskonale opisane jest odczuwanie w Vipassanie, tej, którą dostałem od pani. Na pewno będę często się do niej stosował.
Marek