Bez jaźni ,bez cierpienia Melvin McLeod

Budda złożył wielką obietnicę — że jeśli poznamy przyczynę cierpienia, możemy je zakończyć. Melvin McLeod omawia Cztery Szlachetne Prawdy Buddy — w tym jego wyjątkowy wgląd w prawdziwą przyczynę naszego cierpienia — i przekonuje, że jest to nie tylko ostateczna formuła samopomocy, ale także najlepszy przewodnik pomagania innym i przynoszenia pożytku światu.

Buddyzm mówi, że wszystko, czego szukamy – szczęście, koniec cierpienia, a nawet oświecenie – znajdujemy tutaj, w tym życiu. Rąbać drewno, nosić wodę i tak dalej.
Ale czym jest to życie? Może być znacznie szersze i głębsze niż nam się wydaje, zarówno mniej realne, jak i bardziej realne. A może, co ważniejsze, czym nie jest? Według buddyzmu cały problem polega na tym, że źle rozumiemy prawdziwą naturę tego życia.
Budda powiedział, że popełniamy fundamentalne błędy poznawcze dotyczące tego, kim jesteśmy i czego doświadczamy, a to powoduje nasze cierpienie. Patrząc na to w ten sposób, cała ścieżka buddyjska jest niczym innym jak sposobem na przejście od tego, kim i gdzie myślimy, że jesteśmy, do tego, kim i gdzie naprawdę jesteśmy.
Nauki Buddy na tej ścieżce i stojące za nią wglądy podsumowane są w czterech prostych stwierdzeniach. Te Cztery Prawdy nazywane są Szlachetnymi, ponieważ uwalniają nas od cierpienia:
1. Nasze życie jest przeniknięte cierpieniem, zarówno oczywistym, jak i subtelnym.
2. Istnieje możliwa do zidentyfikowania przyczyna naszego cierpienia.
3. Ponieważ znamy jego przyczynę, możemy uwolnić się od cierpienia.
4. Istnieje konkretna ścieżka, którą możemy podążać, aby zakończyć cierpienie, na którą składa się medytacja, mądrość i etyczne życie.
Ta czteroczęściowa logika jest pierwszą na świecie i moim zdaniem wciąż najlepszą formułą samopomocy. Buddyzm to nie tylko samopomoc. To najlepsza samopomoc.
Wiem, że to graniczy z herezją. W końcu, czy sama definicja buddyzmu nie jest anatmanem – bez jaźni, bez duszy? Czyż buddyzm nie słynie ze swojej doktryny o nie-jaźni? A jeśli nie ma jaźni, jak może istnieć samopomoc?
Ale „bez siebie” to swego rodzaju skrót myślowy. Nie oznacza to, że w ogóle nie ma jaźni. Istniejemy, to oczywiste. Oznacza to brak błędnie rozumianego ja. Oznacza to, że ten typ jaźni, w który wierzymy, nie istnieje. W rzeczywistości to błędne wyobrażenie o sobie jest samym problemem. Właśnie dlatego prawda o braku jaźni – o błędnym ja – jest najlepszą samopomocą ze wszystkich.

Doświadczanie współistnienia prowadzi nas do ostatecznego, nieuwarunkowanego aspektu naszej prawdziwej natury, który moglibyśmy określić jako oświecony.

Czym jest to fałszywe poczucie siebie, co często nazywa się ego? To błędne przekonanie, że jesteśmy oddzielną, niezależną istotą, której rdzeniem jest jakaś niezmienna osobista esencja. To ja nie istnieje. To fikcja, którą tworzymy w oparciu o naszą ignorancję co do prawdziwej natury nas samych i rzeczywistości. Ale ponieważ wierzymy, że ta jaźń istnieje, walczymy, by jej służyć i ją chronić, a przy okazji przysparzamy sobie i innym niekończących się cierpień. Jest to fałszywa zasada porządkująca nasze życie.
Kim więc tak naprawdę jesteśmy? Czym jest nasze prawdziwe ja, które jest przesłonięte przez to błędne ja?
Jedno, co możemy powiedzieć z całą pewnością, to to, że w naszym prawdziwym „ja” nie ma śladu błędnego lub fikcyjnego „ja”. Wszystkie zjawiska, łącznie z nami, są produktami nieskończonych przyczyn i warunków. Nie ma nic oddzielnego ani niezależnego. Jak powiedział Thich Nhat Hanh, wszystko we wszechświecie jest obecne w jednym kwiecie (i w nas), z wyjątkiem jednej rzeczy – oddzielnej jaźni. To bardzo dobre wiadomości. Kiedy zdamy sobie sprawę, że jesteśmy współzależni od wszystkich rzeczy, zobaczymy, że nie jesteśmy od niczego oddzieleni ani nie jesteśmy w konflikcie z rzeczywistością. Nasze umysły i serca otwierają się.
To jest nasza prawdziwa natura, którą Thich Nhat Hanh nazwał współistnieniem, we względnej sferze zjawisk. Doświadczanie tego prowadzi nas ku ostatecznemu, nieuwarunkowanemu aspektowi naszej prawdziwej natury, który moglibyśmy określić jako oświecony. Możemy nadać mu nazwę, na przykład Natura Buddy, lub opisać niektóre z jego cech, takich jak mądrość, współczucie i świadomość. Moglibyśmy nawet powiedzieć, że w rzeczywistości wszyscy jesteśmy buddami. Ale buddyści boją się mówić o tym za dużo, ponieważ mamy tendencję do chwytania się takich atrakcyjnych koncepcji i utrwalania ich w kolejnej, bardziej „duchowej” wersji ego. Dlatego buddyści na ogół wolą skupiać się na zrozumieniu, gdzie popełniamy błąd, ponieważ istnieje mniejsze ryzyko nadmuchania naszego ego. Rzeczywistość w naturalny sposób ujawni się, gdy ignorancja zostanie usunięta, więc nie musimy myśleć zbyt daleko w przyszłość.
Jest jeszcze jedno ważne pytanie dotyczące buddyzmu i samopomocy, które dotyczy tego, czy samopomoc polega tylko na pomaganiu samym sobie. Z pewnością jest to sprzeczne z buddyzmem, który tak bardzo koncentruje się na współczuciu dla innych. Ale w rzeczywistości, jeśli wiemy, co jest naprawdę dobre, nie musimy wybierać między sobą a innymi.
W buddyzmie istnieje koncepcja zwana dwiema korzyściami. Oznacza to, że wszystko, co robimy, co jest pozytywne, co jest cnotliwe, przynosi korzyści zarówno nam, jak i innym. Tylko wąska i powierzchowna definicja własnego interesu przez błędne ja sprawia, że myślimy, że musimy wybierać między naszym dobrem a dobrem innych. Kiedy wiemy, co naprawdę nas uszczęśliwia, takie rzeczy jak pełne miłości połączenie z innymi i prowadzenie sensownego życia, wtedy nie ma konfliktu — to, co pomaga mi, pomaga tobie i odwrotnie. Moje prawdziwe szczęście i twoje nie są oddzielne.
I okazuje się, że jedną z najlepszych rzeczy, jakie możemy zrobić dla innych, jest bycie szczęśliwym i zdrowym. Kiedy nie kieruje nami nasze małe, błędne poczucie tego, kim jesteśmy, jesteśmy zręczni, odporni i opiekuńczy oraz promieniujemy miłością i radością. Pokazujemy innym, że szczęście jest możliwe. Praktykując te Cztery Prawdy, zmniejszamy cierpienie nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich wokół nas.
W rzeczywistości korzyści płynące z tych Prawd sięgają znacznie dalej — poza nasze własne życie, poza ludzi, których znamy. Odnoszą się one do społeczeństwa ludzkiego jako całości i pomagają wyleczyć jego bolączki.
Wierzę, że podstawowa logika Szlachetnych Prawd — cierpienie, jego przyczyna i sposób, w jaki możemy je zakończyć — jest uniwersalna i prawdziwa we wszystkich czasach. Ale to nie znaczy, że nie można go budować, pogłębiać i rozszerzać w miarę postępu ludzkiej myśli i wiedzy.
Tradycyjnie buddyści stosowali Cztery Szlachetne Prawdy głównie w naszym życiu osobistym — jak możemy pracować własnym umysłem i sercem, aby zakończyć nasze cierpienie, a być może nawet osiągnąć oświecenie. Teraz możemy połączyć dogłębną analizę Buddy ze współczesną myślą polityczną, ekonomiczną, socjologiczną i psychologiczną, aby lepiej zrozumieć społeczne przyczyny cierpienia i sposoby ich złagodzenia.
Dziś możemy rozszerzyć Pierwszą Szlachetną Prawdę na całe cierpienie w społeczeństwie i w rodzinie. Widzimy, jak miliardy ludzi cierpią z powodu niesprawiedliwych, nieczułych i pełnych przemocy systemów politycznych, ekonomicznych i społecznych. Jak trauma i cierpienie przekazywane są z pokolenia na pokolenie z rodzica na dziecko.
Widzimy, że przyczyny tego cierpienia są również zakorzenione w ego — podstawowym niezrozumieniu samego siebie — oraz w tym, jak gniew, chciwość i obojętność ego działają na ogromną, kolektywną skalę w społeczeństwie. A ponieważ znamy jego przyczyny, możemy zobaczyć drogę do złagodzenia cierpienia wojny, nierówności, traumy i zaniedbania ziemi oraz stworzenia lepszego społeczeństwa ludzkiego.
Moim zdaniem jest to wielki wkład współczesnej myśli w buddyzm. Dzięki naszej rozszerzonej analizie Czterech Szlachetnych Prawd, opartej na współczesnej wiedzy, możemy znacznie zwiększyć korzyści płynące z mądrości Buddy. Dlatego ostateczna forma samopomocy jest również ostatecznym sposobem pomocy całej ludzkości. Przyjrzyjmy się więc po kolei każdej ze Szlachetnych Prawd, stosując je zarówno do naszego własnego życia, jak to czyni się tradycyjnie, jak i do całego społeczeństwa.

Prawda o cierpieniu

Budda powiedział, że życie jest naznaczone dukkha. Zwykle tłumaczy się to jako „cierpienie”, ale może też oznaczać „zmaganie się”. W rzeczywistości Budda zdefiniował nirwanę – koniec cierpienia – jako całkowity brak zmagań, całkowity spokój.
Często mówimy, że życie to walka. Tak naprawdę oznacza to, że jest to niekończąca się walka o utrzymanie naszego poczucia siebie jako oddzielnego, niezależnego i na pewnym poziomie trwałego. To bolesna i daremna walka, ponieważ stoi w sprzeczności z najbardziej podstawowymi cechami rzeczywistości – zmianą i nietrwałością. Budda zasłynął ze swoich słów, wszystkie złożone zjawiska rozpadają się. To obejmuje nas. Nic w życiu nie jest stałe i wszystko ciągle się zmienia. Nie ma nic, czego moglibyśmy się trzymać. Wszystko jest nietrwałe i umiera.
A mimo to próbujemy. Bez końca, chwila po chwili, walczymy o stworzenie solidnego poczucia siebie, które nieuchronnie się zmienia i rozpada, i musi zostać odtworzone. Ten niekończący się proces tworzenia, dezintegracji i odtwarzania, który daje nam iluzję ciągłej jaźni, jest w buddyzmie znany jako samsara, królestwo walki i cierpienia, w którym jesteśmy uwięzieni.
Na pewnym poziomie wiemy, że nie ma solidnego ja, na którym moglibyśmy polegać — w głębi duszy wiemy, że nasze istnienie jest wątpliwe — dlatego nasze życie jest naznaczone subtelnym, ukrytym lękiem przed pustką i nieistnieniem. Jest w tym mądrość. Mamy rację – tak naprawdę nie istniejemy, przynajmniej nie w sposób, w jaki myślimy, że istniejemy.
Innym sposobem, w jaki próbujemy utrzymać błędne ja, jest zbudowanie wokół niego solidnego świata, na którym możemy polegać, takiego, którego istnienie potwierdza nasze własne istnienie. Ale to również jest niemożliwe z powodu zmian i nietrwałości, a więc prowadzi do wszelkiego rodzaju innych cierpień.

Nic w życiu nie jest stałe i wszystko ciągle się zmienia. Nie ma nic, czego moglibyśmy się trzymać. Wszystko jest nietrwałe i umiera.

Jak powiedział Budda, każde spotkanie kończy się rozstaniem. Nieuchronnie stracimy to, co cenimy i kochamy. To bolesne. Równie bolesne, nieuchronnie będziemy cierpieć złe i bolesne doświadczenia, których nie chcemy. I bez względu na wszystko, w końcu stracimy wszystko, bo umrzemy. W prawdziwym sensie całe to błędne ja i cały błędny świat, który tworzymy, aby to potwierdzić, jest niczym innym jak próbą zaprzeczenia realności śmierci.
Buddyzm tradycyjnie kategoryzuje cierpienie na trzy sposoby: utratę tego, czego chcemy, otrzymanie tego, czego nie chcemy, oraz ukryte uczucie strachu i niepokoju. Jest to cierpienie, które sami sobie zadajemy, zaprzeczając rzeczywistości, a buddyzm uczy nas, jak rozwijać mądrość, by się od niego uwolnić. Ale jest inny rodzaj cierpienia, które musimy dodać – cierpienie spowodowane przez innych ludzi i ich ego.
Nie muszę katalogować wszystkich okropnych sposobów, jakich ludzie używają wobec siebie. Znasz je równie dobrze jak ja. W naszym życiu osobistym — w rodzinie, związkach, w miejscu pracy — ludzie sprawiają, że cierpimy, a my sprawiamy, że oni cierpią. W każdej części świata miliardy ludzi cierpią przemoc, pozbawienie i odmowę pełnego człowieczeństwa z rąk innych ludzi w postaci niesprawiedliwych i obojętnych systemów politycznych, ekonomicznych i społecznych.
Rozszerzenie Pierwszej Szlachetnej Prawdy na te rodzaje cierpienia jest wkładem współczesnego świata w buddyzm. I jest to wkład buddyzmu we współczesny świat, ponieważ Cztery Szlachetne Prawdy pomagają nam lepiej zrozumieć te formy cierpienia i sposoby ich łagodzenia.

Przyczyna cierpienia

Według Buddy podstawową przyczyną cierpienia jest ignorancja, fundamentalne niezrozumienie prawdziwej natury nas samych i rzeczywistości.
Mówiliśmy już o tym ogólnie, więc przyjrzyjmy się konkretnym sposobom, w jaki błędne ja działa, zarówno indywidualnie, jak i w społeczeństwie, powodując niekończące się cierpienie.
U podstaw ego leży troska tylko o jedną rzecz — o siebie. Chroniąc siebie, utrzymując się, zadowalając się. Jak powiedział Dalajlama, wszyscy czujemy, że jesteśmy najważniejszą rzeczą na świecie.
Tak więc, dbając i karmiąc się sobą jako zasadą organizującą nasze życie, wytwarzamy to, co w buddyzmie znane jest jako trzy trucizny. Świat dzielimy na trzy kategorie: dobry dla mnie, zły dla mnie i nie mający na mnie wpływu. Kategoryzujemy wszystko zgodnie z tym, co dla nas oznacza, i zgodnie z tym postępujemy.
Więc jeśli jest coś, co lubię, coś, co jest dla mnie dobre, staram się to przyciągnąć lub skonsumować. To jest trucizna namiętności, chciwości lub przywiązania. Z drugiej strony, jeśli dzieje się ze mną coś złego, coś bolesnego lub zagrażającego mojemu istnieniu, staram się to odepchnąć lub zaatakować. To jest trucizna złości lub agresji. Wreszcie, jeśli jest coś lub ktoś, kto nie ma na mnie wpływu, nie ma to znaczenia dla mojego dobrego samopoczucia, wtedy je ignoruję. To jest trucizna obojętności.
Te trucizny dają przerzuty do niekończących się dualizmów, według których kategoryzujemy wszystko jako dobre dla mnie lub złe. Tradycyjnie nazywa się je ośmioma światowymi troskami i są one przewodnikami ego po życiu: szczęście kontra cierpienie, sława kontra nicość, pochwała kontra obwinianie, zysk kontra strata. Ale oczywiście istnieje nieskończona liczba wariantów – wygrywanie kontra przegrywanie, bogaci kontra biedni, lubiani kontra nielubiani, piękni kontra brzydcy, odnoszący sukcesy kontra nieudani i tak dalej. Dobrym ćwiczeniem jest sporządzenie własnej listy tego, co czujesz, że jest dla ciebie dobre, a co złe.
Nie chodzi o to, że te dualizmy same w sobie są problemem – są rzeczy dobre na tym świecie i nie powinniśmy szukać cierpienia. Problem polega na tym, że ten proces jest całkowicie skoncentrowany na sobie – to część „ja”. Skupieni na sobie, mniej troszczymy się o innych. Kierując się tymi dualizmami, jesteśmy pożerani przez nadzieję i strach. Mamy nadzieję, że dostaniemy dobre rzeczy i boimy się, że dostaniemy złe rzeczy. Cała ta walka nie przynosi nic poza stresem i cierpieniem. I po co? Tymczasowa gratyfikacja nieistniejącego ja.
Chciwość, agresja i obojętność zatruwają nie tylko nasze życie. Zatruwają też społeczeństwo. Mogą zacząć się od nas jako jednostek, ale manifestują się na masową skalę w naszych systemach politycznych i ekonomicznych. Chciwość przejawia się w drapieżnych korporacjach i ogromnych nierównościach. Agresja przejawia się w wojnie, ucisku i ideologiach wyższości. Obojętność przejawia się w obojętnych społeczeństwach, które pozwalają milionom cierpieć biedę i niedostatek. Wszystkie trzy trucizny przejawiają się w naszym związku z ziemią, zagrażając naszej przyszłości.
Ego wykracza również poza jednostkę. W rzeczywistości najbardziej szkodliwą formą może być zbiorowe ego, z którym wielu ludzi się identyfikuje. Moja rasa, mój kraj, moja partia, moja religia, moja płeć, moja klasa itd. Osiem światowych trosk zmienia się od dobrych lub złych dla mnie do dobrych lub złych dla nas, ale to wszystko to samo. Te kolektywne ego różnią się od prawdziwych uczuć więzi i solidarności, które podtrzymują wiele społeczności, które mają więcej cech nie-ego. Chodzi o większego, lepszego, potężniejszego mnie. Tworzą klasy „innych” i często są narzędziami dominacji.
Rasizm, seksizm, nacjonalizm, kolonializm, autorytaryzm, militaryzm, religia fundamentalistyczna i pod pewnymi względami kapitalizm czerpią swoją siłę z uwodzicielskiej siły kolektywnego ego – jego energii, upodmiotowienia, przekonania o własnej nieomylności, poczucia celu i wspólnoty oraz konkretnych korzyści jakie oferuje. Myślę, że możemy śmiało powiedzieć, że kolektywne ego jest i zawsze było najbardziej destrukcyjną siłą w ludzkim społeczeństwie. Wykorzystanie go i manipulowanie nim jest sposobem na wyrządzenie prawdziwego zła.
Tak więc razem wzięte, z całym cierpieniem i złudzeniami, zarówno osobistymi, jak i zbiorowymi, Druga Szlachetna Prawda maluje dość ponury obraz. Czy jest jakieś wyjście?

Koniec cierpienia
Tak, powiedział Budda. Ponieważ sami tworzymy tę tragedię, mamy moc uwolnienia się od niej. Aby rozluźnić walkę. Aby wyrzec się naszego szkodliwego, fałszywego poczucia siebie. Aby pielęgnować wszystko, co w nas dobre. By otworzyć nasze umysły i serca na innych. By jasno widzieć rzeczywistość i żyć z nią w zgodzie. Być tym, kim naprawdę jesteśmy. A ponieważ możemy to zrobić w naszym własnym życiu, możemy to zrobić w społeczeństwie.
W buddyzmie mówi się, że nasza ignorancja i zaciemnienia są jedynie tymczasowe, a nasza prawdziwa natura jest tym, co rzeczywiste i zawsze obecne. Nasza oświecona natura – nasza naturalna mądrość i kochające serce – jest jak słońce. Zawsze tam jest, świeci. Jest tylko chwilowo przesłonięta chmurami ignorancji.
Te chmury są tam jednak od bardzo, bardzo dawna i jesteśmy do nich przyzwyczajeni. W rzeczywistości je lubimy. Sprawiają, że czujemy się bezpiecznie, w przeciwieństwie do blasku i otwartości słońca na otwartym niebie, które zagrażają ego. Więc te chmury nie są łatwe do puszczenia. Dlatego musimy przejść przez całą analizę Pierwszej i Drugiej Szlachetnej Prawdy – abyśmy zrozumieli, jak szkodliwe są te zaciemnienia.I kiedy zobaczymy cierpienie, które powodują i jesteśmy gotowi się ich wyrzec, istnieje sprawdzona ścieżka, którą możemy podążać, aby zobaczyć – nie, być – słońcem.

Ścieżka

Czwarta Szlachetna Prawda Buddy to ścieżka prowadząca do końca cierpienia, znana również jako oświecenie. Jest to nasza mapa drogowa nie tylko do pomagania sobie, ale także do przynoszenia korzyści innym i tworzenia dobrego społeczeństwa. Zmniejsza cierpienie na wszystkich poziomach.
Ścieżka jest podzielona na osiem części, ale sprowadzają się one do trzech rzeczy: medytacji (właściwa uważność, wysiłek i koncentracja), mądrości (właściwy pogląd i myśl) oraz etycznego życia (właściwe działanie, mowa i środki do życia).

MEDYTACJA

Dla naszych celów możemy zdefiniować medytację dość szeroko. Zaczyna się oczywiście od klasycznej medytacji buddyjskiej: uspokajamy i stabilizujemy umysł, a następnie wykorzystujemy moc naszego skupionego umysłu do badania rzeczywistości i rozwijania wglądu w jej prawdziwą naturę. Ten dwuetapowy proces rozwijania koncentracji i wglądu jest unikalny dla buddyzmu i stanowi sekret wyzwolenia.
Ale możemy również włączyć medytacje otwierające serce i rozwijające miłość i współczucie, takie jak metta i tonglen. A największa liczba buddystów na świecie, w tradycjach opartych na wierze, koncentruje się na praktyce modlitwy, aby otrzymać mądrość i współczucie oświeconych istot. Więc może moglibyśmy nazwać tę kategorię praktyką duchową, a nie tylko medytacją.
W rzeczywistości, idąc jeszcze dalej, moglibyśmy włączyć tutaj potężne spostrzeżenia i techniki współczesnej psychologii. Dziś rozumiemy szkody i traumy, które zdarzają się w dzieciństwie, jak cierpimy z ich powodu przez resztę życia i jak przekazujemy to cierpienie przyszłym pokoleniom.
Nawet długoletni medytujący znajdują współczesną psychologię użyteczna . Szczególnie w połączeniu z praktyką uważności ma ona wyjątkową moc wydobywania traumy i jej źródeł na światło świadomości, która jest prawdziwą mocą uzdrawiania na tym świecie. Połączenie współczesnej psychologii i ponadczasowej praktyki buddyjskiej to nowy i potężny sposób na zidentyfikowanie wielu cierpień, ich przyczyn i lekarstw.

MĄDROŚĆ

Jeśli, jak powiedział Budda, naszym podstawowym problemem jest ignorancja – błędy poznawcze dotyczące naszej własnej natury i natury rzeczywistości, które powodują nasze cierpienie – to prawdziwym antidotum jest mądrość.
Dlatego buddyzm jest określany jako religia mądrości — ponieważ kończymy cierpienie spowodowane ignorancją poprzez właściwe zrozumienie naszej własnej natury i rzeczywistości. Mądrość jest antidotum nie tylko na cierpienie indywidualnego egaao, ale także na straszne szkody wyrządzane przez zbiorowe ego. Pomaga nam dostrzec nierzeczywistość obu.
Poprzez mądrość widzimy, że rzeczy nie są solidne, oddzielne i niezależne. Są wolne od wszystkich ciężkich, błędnych koncepcji, które na nich projektujemy. Widzimy, że wszystko jest współzależne, otwarte, płynne, zawsze się zmienia – i jest dobre. Nie jesteśmy już w konflikcie z rzeczywistością i nie musimy się już przed nią bronić. Możemy rozluźnić naszą walkę i zobaczyć piękno i świętość tego unoszącego się świata. W naturalny sposób jesteśmy obudzeni. Mądrość przynosi radość i szczęście. To najlepsza samopomoc.

ETYCZNE ŻYCIE

To naturalne, że podążamy za etycznymi wytycznymi ścieżki, ponieważ odzwierciedlają one to, kim naprawdę jesteśmy. Nasza prawdziwa natura jest etyczna, a także mądra i współczująca. Nie mając już obsesji na punkcie siebie, naturalnie działamy w świecie z miłością i umiejętnościami, żyjąc, mówiąc i pracując w sposób, który przynosi korzyści i nie powoduje szkody. Właściwe działanie, mowa i środki do życia są sposobem, w jaki oświecenie manifestuje się w naszym życiu.aa
Możemy zastosować te same standardy etyczne do naszej roli w społeczeństwie. W swoich czternastu treningach uważności Thich Nhat Hanh pokazuje nam, jak możemy przyczynić się do lepszego społeczeństwa, przestrzegając buddyjskich zasad w naszym życiu jako obywatele i konsumenci. Zadajemy sobie pytanie: czy ten wybór prowadzi do mniejszego lub większego zabijania, kradzieży, kłamstwa, niesprawiedliwości, niszczenia środowiska? Czy przyczynia się do współczucia, harmonii, sprawiedliwości i szacunku dla wszystkich ludzi? To są normy, które kierują naszym życiem. I możemy zachęcać, najlepiej jak potrafimy, rządy i inne instytucje do przestrzegania tych samych wytycznych etycznych i moralnych. Te proste, uniwersalne wartości są dla ludzkości przewodnikiem po społeczeństwie, jakiego pragniemy i na jakie zasługujemy.
Nazywa się to Ścieżką, chociaż tak naprawdę nigdzie nie zmierzamy ani nie przemieniamy się w nic. To droga do uświadomienia sobie, kim i gdzie już jesteśmy. Ale z naszego punktu widzenia teraz mamy do czynienia z podróżą i przemianą, i to niełatwą. Ponieważ mamy tak wiele do usunięcia, tak wiele nagromadzonej ignorancji i karmy, musimy nad tym ciężko pracować. Gdyby to było łatwe, zrobilibyśmy to dawno, dawno temu.
A przecież może się to stać w jednej chwili. Ten moment. Każda chwila. Słońce naszej prawdziwej natury jest zawsze tam, świeci. Chmury zaciemnień generowane przez naszą ignorancję mają w sobie pęknięcia i luki. Nasz dyskursywny umysł, nasze błędne ja, nie jest ciągłe. Są chwile, kiedy zatrzymuje się lub rozpada, a jeśli zwracamy uwagę, dostrzegamy przebłyski przebijającego się światła słonecznego. W tych zwykłych chwilach możemy bezpośrednio doświadczyć naszego przebudzonego umysłu, świeżego, otwartego i nieobciążonego ograniczającymi koncepcjami i projekcjami.
Ścieżka jest więc zarówno natychmiastowa, jak i stopniowa. Bezpośrednią częścią jest to, że przebudzony umysł jest dla nas dostępny w teraźniejszości, w zwykłych chwilach, takich jak ta. Możemy tego doświadczyć już teraz, jeśli spojrzymy. Stopniowa część polega na tym, że gdy pilnie podążamy Ścieżką wytyczoną przez Buddę – medytacji, mądrości i właściwego życia – chmury ignorancji będą stopniowo rozjaśniać się i rozpraszać. Możemy poszerzać luki, ćwiczyć się w ich doświadczaniu i dłużej spoczywać w naszej prawdziwej naturze. W ten sposób robimy postępy. Coraz częściej widzimy, jak słońce naszej prawdziwej natury — mądrości, miłości i radości — prześwieca i w tych chwilach cierpienie się kończy.
Brak błędnego „ja” i prawdziwe „ja” ujawnione w tym momencie są ostateczną pomocą zarówno dla siebie, jak i dla innych. W końcu wróciliśmy do domu.

w: Lions Roar 28 lipca 2022
tłum.Monika R.